
Milan pod ostrzałem. Amorim i kadra pełna znaków zapytania
Kontuzja Fikayo Tomoriego wystarczyła, by Milan się rozsypał. Jego zejście z boiska odmieniło przebieg spotkania, a zespół w końcówce sprawiał wrażenie kompletnie pogubionego. To kolejny sygnał, że trener Ruben Amorim ma do dyspozycji zbyt wąską kadrę.
Klub również ponosi za to poważną odpowiedzialność. Przy rywalizacji w Serie A, Lidze Europy i Pucharze Włoch, a także coraz większej liczbie obowiązków reprezentacyjnych i rosnącym ryzyku kontuzji, Milan powinien dysponować liczniejszym zespołem o większej jakości. Przypadek Tomoriego jest wymowny: latem uznano go za zawodnika niepotrzebnego, a do kadry wrócił dopiero po zamknięciu okna transferowego. Kilka tygodni później trzeba było z niego skorzystać z konieczności.
Nie tylko klub jest jednak pod lupą. Amorim musi wziąć odpowiedzialność za upór w sprawie Estupiñána oraz część decyzji personalnych. Hutchinson należał do najlepszych na boisku, dobrze pracował bez piłki, kilkakrotnie ją odbierał i to po jego podaniu Cissé zdobył bramkę. Zmiana tego zawodnika była błędem.
Niepokoi też sytuacja Gonçalo Ramosa. Piłki trafiały w pole karne, lecz napastnik nie doszedł do żadnej z nich, często schodził do środka pola i pozostawał poza „szesnastką”. Milan ma poważny problem.
Porażka boli tym bardziej, że zespół nie tylko przegrał, ale zrobił to w słabym stylu. Do Interu traci siedem punktów, a sobotnia przegrana mogłaby powiększyć stratę do dziesięciu. Pod znakiem zapytania stają klub, trener i drużyna, a wstrząs może zachwiać wiarą w projekt, który dopiero się rozpoczyna.



